Chapter: 3
Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekundka, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)~~~~~~~~~~~~
Obudził mnie jakiś ciężar na brzuchu. Leniwie otworzyłam oczy. Ahhh.... to tylko kotek. Kotek? Zaraz, ja nie mam kota! Przetarłam swoje oczy i zauważyłam, że na moim brzuchu spoczywa głowa Josha. Tylko coś mi ona nie pasowała. Jak dobrze pamiętam wczoraj zasypiałam sama w tym dużym łóżku.
-Hej, co tu robisz?
-Przyszedłem do ciebie bo musimy porozmawiać.
-Dobrze, ale daj mi ok. 10 minut abym się jakkolwiek ogarnęła, okej?
-Spoczko.
Wyciągnęłam szybko z szafy zestaw na dziś i popędziłam do łazienki. Szybki zimny prysznic, każdemu dobrze zrobi. Szybko wytarłam swoje ciało i nałożyłam balsam. Po jakiś 15 minutach byłam gotowa i siedziałam razem z Joshem w mojej sypialni.
-To o czym chciałeś pogadać?
-To dla mnie ciężkie, ale muszę to powiedzieć. Wyjeżdżam.
-Co jak to? -moje życie właśnie straciło sens- Ty nie możesz..-zaczęłam płakać-
-Kocie nie płacz. Jadę tylko na miesiąc. Ale jest dobra nowina. Ja będę mieć tam sesje, a ty jedziesz ze mną i masz możliwość tam nagrywać piosenki które napiszesz tam.
-Tam czyli gdzie?
-Los Angeles.
-Jezu. Kocham cię. -rzuciłam mu się na szyję.- Ale przecież mama.
-Ja już kochanie o wszystkim wiem. Możesz jechać.
-Dziękuję. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. A kiedy jedziemy?
-Jutro o 10. A raczej lecimy a nie jedziemy. Bilety już są, mieszkanie mamy już załatwione. Wszystko czeka teraz tylko się spakować i lecieć. To ja spadam nie będę ci przeszkadzał.
-Okej. To pa i jeszcze raz dziękuję.
Wyciągnęłam jak najszybciej walizki i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze ubrania, kosmetyki, buty, biżuterie i wszystko co stwierdziłam, że przyda mi się w LA. Spakowana i gotowa na jutrzejszy wyjazd spojrzałam na zegarek. 13:24. Dość wcześnie. Postanowiłam pójść na dół coś zjeść. W kuchni spotkałam mamę która robiła obiad. Próbowałam zajrzeć jej do garnków aby dowiedzieć się co zjem, ale niestety na marne. Dostałam tylko ścierką po rękach. Oburzona siadłam na krześle oplatając ręce wokół piersi.
-Nie bądź taka naburmuszona bo ci tak zostanie. Spaghetti robię, Idź na dół i trochę popracuj. Jak masz cokolwiek zamiar nagrać.
-No dobrze, ale mnie zawołaj na obiad.
-Na pewno cię zawołam a teraz zmykaj już.
Pobiegłam tylko jeszcze do siebie, po zeszyt, długopis i pamiętnik. Zeszłam do piwnicy i usiadłam przy fortepianie. Otworzyłam pamiętnik na ostatnim wpisie i przepisałam tekst mojej nowej piosenki do czystego zeszytu. Próbowałam znaleźć do tego jakąś melodię. Wreszcie mi się udało. Byłam tak pochłonięta muzyką, że skończyłam ja pisać.
Nobody sees, nobody knows,
That's how it is, that's how it goes,
Far from the others, close to each other.
In the daylight, in the daylight,
When the sun is shining.
On a late night, on a late night,
When the moon is blinding.
In plain sight, plain sight,
Like stars in hiding.
You and I burn on, on.
Put two and to-gether, for-ever will never change.
Two and to-gether will never change.
Nobody sees, nobody knows,
We are a secret, can't be exposed.
That's how it is, that's how it goes,
Far from the others, close to each other.
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover, cover, cover.
My silent, my silent,
Is in your arms.
When the worlds gives, heavy burdens,
I can bare a thousand times.
On your shoulder, on your shoulder,
I can reach an endless sky.
Feels like paradise .
Put two and to-gether, for-ever will never change,
Two and to-gether will never change.
Nobody sees, nobody knows,
We are a secret, can't be exposed.
That's how it is, that's how it goes,
Far from the others, close to each other.
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover, cover, cover.
We could build a universe right here,
All the world could disappear,
Wouldn't notice, wouldn't care.
We could build a universe right here,
The world could disappear,
I just need you near.
Nobody sees, nobody knows,
We are a secret, can't be exposed.
That's how it is, that's how it goes.
Far from the others, close to each other.
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover.
-Ślicznie córeczko. Masz wielki talent. Jestem z ciebie bardzo dumna. Ale teraz już chodź na obiad.
-Ok, ale która jest godzina?
-18
Zamurowało mnie. Siedziałam w piwnicy ponad 4 godziny. Ale przynajmniej mam skończoną jedną piosenkę którą będę mogła już nagrać.
[...]
-Pa kochanie, będę tęsknić. Pamiętaj aby na siebie uważać. A ty Josh pilnuj ją. Ona jest jeszcze młoda, a ty jesteś starszy.
-Niech się Pani nie przejmuje. Będzie wszystko dobrze. Zaopiekuje się Meg jak własną siostrą, będziemy dzwonić, ale teraz musimy już jechać na prawdę, bo się spóźnimy.
-Dobrze dzieci, ale uważajcie na siebie.
-Tak mamo, papa. Będę tęsknić.
[...]
Siedzimy w samolocie. Lot mnie nudził, więc postanowiłam, że pójdę spać. Podłączyłam do mojego IPoda słuchawki i opierając się o Josha, nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w krainę Morfeusza.
-Księżniczko wstawaj, chyba, że chcesz zostać na pokładzie samolotu.
-Coś ty. Nigdy, tu jest tak niewygodnie. Plecy mnie bolą.
-Jak będziemy w hotelu to cię pomasuje. A teraz zbieraj rzeczy i chodź bo tu serio zostaniemy.
[...]
O Jezu, ale tu ślicznie. Pokój był 2 osobowy. Jedno tak zwane "małżeńskie" łóżko, ale to co tam. Piękny balkon, łazienka, kuchnia i salon. Ile on na to kasy wydał? Pewnie fortunę.
Chodziłam po całym apartamencie i nie mogłam uwierzyć. Był taki śliczny.
-No i jak, podoba się?
-Czy się podoba? Jest świetny.
-No to super, chodź pójdziemy na plażę.
-Nie ja zostanę. Jestem zmęczona.
-No dobra. To niedługo wracam.
Jezu tyle wrażeń jak na jeden dzień. Najpierw zdziwienie, że na moim brzuchu śpi Josh, mimo, że zasypiałam sama. Tyle to ja jeszcze pamiętam. Później szok, że Torres wyjeżdża, ale najlepsze było, że jadę razem z nim. Dokończona piosenka, którą już niedługo nagram. Śliczne LA, i ten apartament. Jak tu go nie uwielbiać? No jak? Nie da się. No cóż, Josh poszedł na plażę, a ja chyba wezmę prysznic i pójdę spać.
Odłożyłam pamiętnik, do walizki. Myślę, że tam będzie bezpieczny. Poszłam jeszcze się umyć oraz przebrać. Gotowa do snu, wsunęłam się pod zimną pościel i odpłynęłam do krainy Morfeusza.
~~~~~~~~~~~~
No szybko coś te komentarze wam idą. Myślę, że rozdział się ogólnie podoba. Ja jestem z niego nawet w miarę zadowolona. Wiecie, że komentując wywołujecie na mojej twarzy uśmiech, za co jestem wam strasznie wdzięczna. Tak więc:
6 komentarzy = 4 rozdział
Tak jak wcześniej, więc czekam i liczę na opinie.
Asiek <333



Jak dla mnie to trochę dziwne, że Meg mama tak łatwo zgodziła się na wyjazd z Joshem, ale może się nie znam. Ciekawe co przydarzy się w Kalifornii ;) Czekam na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńDominika
Ogolnie to rodzial jest dobry. Jedyne co mi za bardzo nie pasuje, to to ze mama wolala ja na obiad o 18. xD A, no i jeszcze nie wiem czy zauwazylas, ale powtorzylas dwa razy w tym rozdziale 'odplynelam do krainy Morfeusza'. Czekam na kolejne rozdzialy. :)
OdpowiedzUsuńjest mega. Po prostu super.
OdpowiedzUsuńmnie tu nic nie przeszkadza.
czekam na nowy.
Na moim blogu pojawił się Rozdział 5.
Zapraszam.
http://my-life-is-true-onedirection.blogspot.com/
. ~ Misiaczek
ZAPRASZAM NA NOWY ROZDZIAŁ.
OdpowiedzUsuńLiczę na szczerą opinię xx
http://my-life-is-true-onedirection.blogspot.com/
Nie ma to jak dostać od mamy " ścierką po rękach " <2
OdpowiedzUsuńLepsze by było szklanką po łapkach ale opowiadanie super :D
Usuńświetnaa jest *-*
OdpowiedzUsuńhihi szósty komentarz :D dawaj 4 rozdział :*