Chapter: 4
Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekundka, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Znowu migrena atakuje. Jest godzina, 15. Ciekawe, gdzie jest Josh. Zaczynam się o niego martwić. Najlepiej jak szybko się przebiorę i pójdę na plaże. Albo nie, zadzwonię. Tak najlepszy pomysł. Szybko się ubrałam i wybrałam numer Josha. Pierwszy sygnał, drugi, czwarty. Nie odbiera. Pewnie nie słyszy. Dobra, dzwonię jeszcze raz. Jest połączenie, jest sygnał. Drugi, trzeci, czwarty. Połączenie przerwane. Nie, tak nie może być. Ja się za bardzo o niego boję. Jadę do jego agencji. Może ma sesje i dlatego nie odbiera. Tak, to na pewno dlatego.
[...]
-Dzień dobry. Mam pytanie. Czy zastałam Josha Torresa?
-Dzień dobry. Nie ma pana Josha u nas. Jest w szpitalu.
-Co?! Jak to w szpitalu?! - to nie możliwe. Jak to Josh w szpitalu.Gdyby to nie było nic poważnego napisałby. Pewnie to jakiś wypadek. - Ja zaraz zemdleję. - świat zawirował. Czułam, że spadam i nie mogłam nic z tym zrobić. Przed oczami miałam jednorożce. Całe różowe, aż w końcu nie pamiętałam już nic....
-Proszę pani? Haaalo?! Proszę pani? Czy pani mnie słyszy? Nic się pani nie stało? Step! Chodź tu szybko. Pomóż jej.
-Jasne, czekaj!
Jak przez mgłę widziałam, że ktoś się nade mną pochyla. Uklęknął obok mnie i zaczął odgarniać mi włosy z twarzy. Pochylił się nade mną i nagle odzyskałam świadomość. Nie wiedziałam co chce mi zrobić, więc przez przypadek go uderzyłam.
-Ał!
-Co? Co się stało? Co ty robisz? Weź się odwal.
-Ej księżniczko, spokojnie. Zemdlałaś.
-Co z Joshem, co mu jest? Dlaczego jest w szpitalu?!
-On nie jest w szpitalu. Pojechał tam razem z Barbarą, jedną z naszych modelek. Bo na wybiegu złamała kostkę. Kto ci powiedział, że on jest w szpitalu?
-Ona!
-Maria? To tylko sekretarka. Chodź pomogę ci wstać.
-Poradzę sobie sama.
-Uparta z ciebie bestia. No chodź kochanie.
-Jakie kochanie! Łapy przy sobie kochasiu.
-Step miło mi.
-Ta fajnie, a ja Meg. Czy mogę już iść?
-Nie puszczę cię nigdzie samej.
Ale on jest uparty. Przyczepił się mnie, jak rzep psiego ogona. Mam go już dość, ale nie powiem. Mega ciacho. Tylko dlaczego Josh nie odbiera? Pojadę do szpitala i dam mu popalić. Może wykorzystam Stepa jako darmową podwózkę?
-Cepie, to znaczy Stepie, mógłbyś mnie zawieźć do szpitala? Wiesz, pojechałabym autobusem, ale boję się, że znów zemdleję.
-Och co się stało. Łaskawie teraz potrzebujesz mojej pomocy? Nie zawiozę cię nigdzie.
-A to wal się. Idę na piechotę.
-No dobra, zaczekaj księżniczko.
-Powiedziałam ci. Wal się! Poradzę sobie sama.
Co on sobie myśli? Mam go już dość. Ledwo go znam, a mnie już denerwuje. Przyznam, że nie chce mi się jechać autobusem. Ale oczywiście nasz cep, jest uparty. A no tak to Step. To takie podobne. Wychodziłam już z budynku gdy ktoś pociągnął mnie za nadgarstki. Złapał dość mocno, aż zasyczałam z bólu.
-Mówiłem, abyś poczekała księżniczko.
-Step, to bolało. Puść mnie!
Jak on tak mógł! Zachowuje się tak bezczelnie, za wiele sobie pozwala. Nie mam pojęcia do czego on dąży.
-Przepraszam, to jedziesz ze mną?
-Jedno przepraszam nic nie załatwi.
-Jak nie? Zaraz się przekonamy!
-Step co ty robisz? Postaw mnie na ziemie, ale to już!
Zaczęłam się wyrywać, a ręce złożyłam w pięści i zaczęłam go bić po plecach. Lecz on nic nie czuł. Zawsze bezbronna. Postawił mnie wreszcie przy swoim samochodzie. Otworzył drzwi od strony pasażera, a gdy zrozumiał, że nie mam zamiaru wejść podniósł mnie i posadził na przednim siedzeniu. Tak mnie to zszokowało, że nawet zapomniałam o chamskiej uwadze. Droga przebiegła w milczeniu. CepStep próbował mnie zagadywać, ale w końcu zrozumiał, że troszkę go olewam.
[...]
-To pa kochana. Odwiedź mnie jutro.
-Weź się człowieku odwal. Nara..
Wyszłam jak najszybciej z jego samochodu i udałam się w kierunku szpitala. Spróbowałam jeszcze raz zadzwonić do Josha, ale na marne, więc powędrowałam w kierunku informacji. W myślach próbowałam sobie przypomnieć imię tej dziewczyny. A no tak, Barbara. Ta baba z recepcji nie chciała mi powiedzieć, gdzie oni są, bo niby poufne dane, czy coś. Na szczęście zadzwonił do niej telefon i zmienił ją ktoś inny. Tym razem powiedziałam, że jestem z rodziny. Pojechałam windą na drugie piętro i od razu zauważyłam Josha tulącego jakąś dziewczynę. Aha! To już wiem czemu telefonu nie odbierał. Zamartwiać się o człowieka, że coś mu się stało, a on sobie z modeleczką siedzi, bo sobie coś biedactwo w nóżkę zrobiło. No, aż mi normalnie niedobrze.
-Josh! Czemu w ogóle ode mnie nie odbierasz?! Martwię się o ciebie, a ty sobie z jakąś babą siedzisz. Możesz mi powiedzieć co tu w ogóle robisz?!
-Meg, proszę uspokój się. Skąd wiedziałaś, że tutaj jestem?
-Byłam u ciebie w agencji. Zemdlałam przerażona, że coś Ci się stało, jakiś cep wbił sobie do głowy, że jedynym sposobem na uratowanie mi życia jest sztuczne oddychanie. Potem mega pewny siebie wziął mnie na ręce i wsadził do samochodu, a następnie przywiózł tutaj. Bo jak to stwierdził: "Nie puszczę Cię nigdzie samej"
-A czy ty nie mówisz o Stepie?
-No możliwe. Step czy cep, podobnie. Mniejsza o to. Co ty tu w ogóle robisz?
-Przyjechałem z Barbarą. To jest modelka z tej samej agencji co ja. Dziś mieliśmy wspólną sesje, a następnie ona miała wybieg. No i niefortunnie upadła. Złamała sobie nogę. To nic poważnego. Wracaj już Meg do domu lepiej.
-No dobrze, ale odezwij się później....
Zrezygnowana zeszłam do recepcji, gdzie dobiegły do mnie znajome krzyki.
-Lekarz! Błagam lekarz! Mój biedny Aiden sobie coś w oko zrobił.
Tak to mój brat. Co oni znowu zrobili. Wszędzie ich pełno. Zaczęłam się śmiać, jak zobaczyłam jak Walt niesie Aidena na rękach, a on ma na oczach różową przepaskę.
-O hejka braciszku. Co twój ukochany zleciał z jednorożca?
-To nie jest śmieszne! Nie widzisz, że jest ciężko ranny?!
-Ranny? Ma różową przepaskę na oku. Cóż się biedakowi znowu stało?
-Wszystko zaczęło się tak niewinnie. Jak co wtorek poszliśmy na zajęcia samoobrony. Po raz pierwszy musieliśmy użyć gazu. Aiden nie wiedział, w którą stronę to się psika i wleciał mu do oka. A skoro biedak i tak nic nie widzi to zawiązałem mu opaskę żeby nie wyglądał głupio. No gdzie ten lekarz?!!
-Jakie cioty. O mój Boże. Tak, bo z różową przepaską na rękach u innego faceta wcale nie wygląda głupio. Czekaj. Usiądźcie, a ja kogoś znajdę.
-Dziękuję siostrzyczko. Chodź Aiden zaraz ktoś się tobą zajmie.
-No przecież mówię, abyś usiadł, a nie łazisz. Zaraz upadniesz i sam sobie guza nabijesz. Wystarczy, że musimy tu z Aidenem siedzieć, bo ciamajda nie umie gazu używać. Siedźcie! I się nie ruszajcie. Zaraz wracam.
Nie no. Mój brat na serio jest graślawy. Ale Aiden, to już masakra. Gazem pieprzowym w oczy?! Nie no, każdemu się zdarzy. Idę po tego lekarza, bo zaraz Walt się popłacze.
-Walt. Kazali wam iść do sali 20, na 1 piętrze. Ja spadam do domu. Jeszcze zadzwonię do was, co i jak. To pa. Trzymajcie się.
-No pa siostro.
[...]
-Dziękuję. To ile płacę?
-10 dolarów.
-Proszę. Do widzenia.
No i teraz tylko, 11 piętro i mogę się wreszcie położyć. Ciekawe czy Josh już wrócił. Muszę z nim normalnie porozmawiać. Bo dzisiejsza rozmowa w szpitalu, nie była za ciekawa. Usch, gdzie są moje klucze. Klucze, klucze, klucze. O, są.
-Josh, jesteś?
-Jesteśmy...
Kobieta? O nie, znowu ta baba. Barbara. Tego mi brakowało.
-Barbara. O co tutaj robisz?
-Josh mnie tutaj zaprosił. Nie chciał mnie samej zostawić, ze złamaną nogą. Stwierdził, że nie dam sobie rady i zaproponował, abym na razie u niego zamieszkała. Nie myślałam, że ty też tu mieszkasz.
-Nie, ja tu nie mieszkam. Ja po prostu przyszłam po ciuchy, bo jak wróciliśmy, to się tutaj położyłam, bo nie mogłam się do brata dodzwonić. A spotkaliśmy się w szpitalu. I dlatego już się stąd zabieram. Powiedz Torresowi, że się z nim jakoś zdzwonię.
-No dobrze, miło było cię poznać Meg.
-Mi tak samo, to pa.
Musiałam wybrnąć z tej sytuacji. Ona tutaj ma mieszkać? Nie wytrzymałabym tego. Teraz wezmę tylko ciuchy i od razu dzwonię do Walta.
-Hej Walt. Jesteście jeszcze w szpitalu?
-Nie, właśnie wróciliśmy do domu.
-Mam do ciebie prośbę.
-No co tam siostrzyczko?
-Mogę u was zamieszkać? Wytłumaczę wam wszystko jak będę u was.
-Nie mogę ci odmówić. Wyślę ci zaraz adres sms'em. Czekamy z Aidenem.
-No, to papa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heeeejka! Dawno mnie nie było. Ale za to macie, długi rozdział. Myślę, że wam się spodoba. Długo zajęło mi pisanie, ale pomogła mi Dominika :* Dziękuję jej za to <333 Podziękujcie jej, bo ona namówiła, mnie na nowy rozdział. Komentujcie, a już niedługo kolejny rozdział. Teraz będą częściej. Obiecuję kochane. Tak więc buziaczki.
Chanelle <333
~~~~~~~~~~~~
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Znowu migrena atakuje. Jest godzina, 15. Ciekawe, gdzie jest Josh. Zaczynam się o niego martwić. Najlepiej jak szybko się przebiorę i pójdę na plaże. Albo nie, zadzwonię. Tak najlepszy pomysł. Szybko się ubrałam i wybrałam numer Josha. Pierwszy sygnał, drugi, czwarty. Nie odbiera. Pewnie nie słyszy. Dobra, dzwonię jeszcze raz. Jest połączenie, jest sygnał. Drugi, trzeci, czwarty. Połączenie przerwane. Nie, tak nie może być. Ja się za bardzo o niego boję. Jadę do jego agencji. Może ma sesje i dlatego nie odbiera. Tak, to na pewno dlatego.
[...]
-Dzień dobry. Mam pytanie. Czy zastałam Josha Torresa?
-Dzień dobry. Nie ma pana Josha u nas. Jest w szpitalu.
-Co?! Jak to w szpitalu?! - to nie możliwe. Jak to Josh w szpitalu.Gdyby to nie było nic poważnego napisałby. Pewnie to jakiś wypadek. - Ja zaraz zemdleję. - świat zawirował. Czułam, że spadam i nie mogłam nic z tym zrobić. Przed oczami miałam jednorożce. Całe różowe, aż w końcu nie pamiętałam już nic....
-Proszę pani? Haaalo?! Proszę pani? Czy pani mnie słyszy? Nic się pani nie stało? Step! Chodź tu szybko. Pomóż jej.
-Jasne, czekaj!
Jak przez mgłę widziałam, że ktoś się nade mną pochyla. Uklęknął obok mnie i zaczął odgarniać mi włosy z twarzy. Pochylił się nade mną i nagle odzyskałam świadomość. Nie wiedziałam co chce mi zrobić, więc przez przypadek go uderzyłam.
-Ał!
-Co? Co się stało? Co ty robisz? Weź się odwal.
-Ej księżniczko, spokojnie. Zemdlałaś.
-Co z Joshem, co mu jest? Dlaczego jest w szpitalu?!
-On nie jest w szpitalu. Pojechał tam razem z Barbarą, jedną z naszych modelek. Bo na wybiegu złamała kostkę. Kto ci powiedział, że on jest w szpitalu?
-Ona!
-Maria? To tylko sekretarka. Chodź pomogę ci wstać.
-Poradzę sobie sama.
-Uparta z ciebie bestia. No chodź kochanie.
-Jakie kochanie! Łapy przy sobie kochasiu.
-Step miło mi.
-Ta fajnie, a ja Meg. Czy mogę już iść?
-Nie puszczę cię nigdzie samej.
-On nie jest w szpitalu. Pojechał tam razem z Barbarą, jedną z naszych modelek. Bo na wybiegu złamała kostkę. Kto ci powiedział, że on jest w szpitalu?
-Ona!
-Maria? To tylko sekretarka. Chodź pomogę ci wstać.
-Poradzę sobie sama.
-Uparta z ciebie bestia. No chodź kochanie.
-Jakie kochanie! Łapy przy sobie kochasiu.
-Step miło mi.
-Ta fajnie, a ja Meg. Czy mogę już iść?
-Nie puszczę cię nigdzie samej.
Ale on jest uparty. Przyczepił się mnie, jak rzep psiego ogona. Mam go już dość, ale nie powiem. Mega ciacho. Tylko dlaczego Josh nie odbiera? Pojadę do szpitala i dam mu popalić. Może wykorzystam Stepa jako darmową podwózkę?
-Cepie, to znaczy Stepie, mógłbyś mnie zawieźć do szpitala? Wiesz, pojechałabym autobusem, ale boję się, że znów zemdleję.
-Och co się stało. Łaskawie teraz potrzebujesz mojej pomocy? Nie zawiozę cię nigdzie.
-A to wal się. Idę na piechotę.
-A to wal się. Idę na piechotę.
-No dobra, zaczekaj księżniczko.
-Powiedziałam ci. Wal się! Poradzę sobie sama.
Co on sobie myśli? Mam go już dość. Ledwo go znam, a mnie już denerwuje. Przyznam, że nie chce mi się jechać autobusem. Ale oczywiście nasz cep, jest uparty. A no tak to Step. To takie podobne. Wychodziłam już z budynku gdy ktoś pociągnął mnie za nadgarstki. Złapał dość mocno, aż zasyczałam z bólu.
-Mówiłem, abyś poczekała księżniczko.
-Step, to bolało. Puść mnie!
Jak on tak mógł! Zachowuje się tak bezczelnie, za wiele sobie pozwala. Nie mam pojęcia do czego on dąży.
-Przepraszam, to jedziesz ze mną?
-Jedno przepraszam nic nie załatwi.
-Jak nie? Zaraz się przekonamy!
-Step co ty robisz? Postaw mnie na ziemie, ale to już!
Zaczęłam się wyrywać, a ręce złożyłam w pięści i zaczęłam go bić po plecach. Lecz on nic nie czuł. Zawsze bezbronna. Postawił mnie wreszcie przy swoim samochodzie. Otworzył drzwi od strony pasażera, a gdy zrozumiał, że nie mam zamiaru wejść podniósł mnie i posadził na przednim siedzeniu. Tak mnie to zszokowało, że nawet zapomniałam o chamskiej uwadze. Droga przebiegła w milczeniu. CepStep próbował mnie zagadywać, ale w końcu zrozumiał, że troszkę go olewam.
-Powiedziałam ci. Wal się! Poradzę sobie sama.
Co on sobie myśli? Mam go już dość. Ledwo go znam, a mnie już denerwuje. Przyznam, że nie chce mi się jechać autobusem. Ale oczywiście nasz cep, jest uparty. A no tak to Step. To takie podobne. Wychodziłam już z budynku gdy ktoś pociągnął mnie za nadgarstki. Złapał dość mocno, aż zasyczałam z bólu.
-Mówiłem, abyś poczekała księżniczko.
-Step, to bolało. Puść mnie!
Jak on tak mógł! Zachowuje się tak bezczelnie, za wiele sobie pozwala. Nie mam pojęcia do czego on dąży.
-Przepraszam, to jedziesz ze mną?
-Jedno przepraszam nic nie załatwi.
-Jak nie? Zaraz się przekonamy!
-Step co ty robisz? Postaw mnie na ziemie, ale to już!
Zaczęłam się wyrywać, a ręce złożyłam w pięści i zaczęłam go bić po plecach. Lecz on nic nie czuł. Zawsze bezbronna. Postawił mnie wreszcie przy swoim samochodzie. Otworzył drzwi od strony pasażera, a gdy zrozumiał, że nie mam zamiaru wejść podniósł mnie i posadził na przednim siedzeniu. Tak mnie to zszokowało, że nawet zapomniałam o chamskiej uwadze. Droga przebiegła w milczeniu. CepStep próbował mnie zagadywać, ale w końcu zrozumiał, że troszkę go olewam.
[...]
-Weź się człowieku odwal. Nara..
Wyszłam jak najszybciej z jego samochodu i udałam się w kierunku szpitala. Spróbowałam jeszcze raz zadzwonić do Josha, ale na marne, więc powędrowałam w kierunku informacji. W myślach próbowałam sobie przypomnieć imię tej dziewczyny. A no tak, Barbara. Ta baba z recepcji nie chciała mi powiedzieć, gdzie oni są, bo niby poufne dane, czy coś. Na szczęście zadzwonił do niej telefon i zmienił ją ktoś inny. Tym razem powiedziałam, że jestem z rodziny. Pojechałam windą na drugie piętro i od razu zauważyłam Josha tulącego jakąś dziewczynę. Aha! To już wiem czemu telefonu nie odbierał. Zamartwiać się o człowieka, że coś mu się stało, a on sobie z modeleczką siedzi, bo sobie coś biedactwo w nóżkę zrobiło. No, aż mi normalnie niedobrze.
-Josh! Czemu w ogóle ode mnie nie odbierasz?! Martwię się o ciebie, a ty sobie z jakąś babą siedzisz. Możesz mi powiedzieć co tu w ogóle robisz?!
-Meg, proszę uspokój się. Skąd wiedziałaś, że tutaj jestem?
-Byłam u ciebie w agencji. Zemdlałam przerażona, że coś Ci się stało, jakiś cep wbił sobie do głowy, że jedynym sposobem na uratowanie mi życia jest sztuczne oddychanie. Potem mega pewny siebie wziął mnie na ręce i wsadził do samochodu, a następnie przywiózł tutaj. Bo jak to stwierdził: "Nie puszczę Cię nigdzie samej"
-A czy ty nie mówisz o Stepie?
-No możliwe. Step czy cep, podobnie. Mniejsza o to. Co ty tu w ogóle robisz?
-Przyjechałem z Barbarą. To jest modelka z tej samej agencji co ja. Dziś mieliśmy wspólną sesje, a następnie ona miała wybieg. No i niefortunnie upadła. Złamała sobie nogę. To nic poważnego. Wracaj już Meg do domu lepiej.
-No dobrze, ale odezwij się później....
Zrezygnowana zeszłam do recepcji, gdzie dobiegły do mnie znajome krzyki.
-Lekarz! Błagam lekarz! Mój biedny Aiden sobie coś w oko zrobił.
Tak to mój brat. Co oni znowu zrobili. Wszędzie ich pełno. Zaczęłam się śmiać, jak zobaczyłam jak Walt niesie Aidena na rękach, a on ma na oczach różową przepaskę.
-O hejka braciszku. Co twój ukochany zleciał z jednorożca?
-To nie jest śmieszne! Nie widzisz, że jest ciężko ranny?!
-Ranny? Ma różową przepaskę na oku. Cóż się biedakowi znowu stało?
-Wszystko zaczęło się tak niewinnie. Jak co wtorek poszliśmy na zajęcia samoobrony. Po raz pierwszy musieliśmy użyć gazu. Aiden nie wiedział, w którą stronę to się psika i wleciał mu do oka. A skoro biedak i tak nic nie widzi to zawiązałem mu opaskę żeby nie wyglądał głupio. No gdzie ten lekarz?!!
-Jakie cioty. O mój Boże. Tak, bo z różową przepaską na rękach u innego faceta wcale nie wygląda głupio. Czekaj. Usiądźcie, a ja kogoś znajdę.
-Dziękuję siostrzyczko. Chodź Aiden zaraz ktoś się tobą zajmie.
-No przecież mówię, abyś usiadł, a nie łazisz. Zaraz upadniesz i sam sobie guza nabijesz. Wystarczy, że musimy tu z Aidenem siedzieć, bo ciamajda nie umie gazu używać. Siedźcie! I się nie ruszajcie. Zaraz wracam.
Nie no. Mój brat na serio jest graślawy. Ale Aiden, to już masakra. Gazem pieprzowym w oczy?! Nie no, każdemu się zdarzy. Idę po tego lekarza, bo zaraz Walt się popłacze.
-Walt. Kazali wam iść do sali 20, na 1 piętrze. Ja spadam do domu. Jeszcze zadzwonię do was, co i jak. To pa. Trzymajcie się.
-No pa siostro.
[...]
-Dziękuję. To ile płacę?
-10 dolarów.
-Proszę. Do widzenia.
No i teraz tylko, 11 piętro i mogę się wreszcie położyć. Ciekawe czy Josh już wrócił. Muszę z nim normalnie porozmawiać. Bo dzisiejsza rozmowa w szpitalu, nie była za ciekawa. Usch, gdzie są moje klucze. Klucze, klucze, klucze. O, są.
-Josh, jesteś?
-Jesteśmy...
Kobieta? O nie, znowu ta baba. Barbara. Tego mi brakowało.
-Barbara. O co tutaj robisz?
-Josh mnie tutaj zaprosił. Nie chciał mnie samej zostawić, ze złamaną nogą. Stwierdził, że nie dam sobie rady i zaproponował, abym na razie u niego zamieszkała. Nie myślałam, że ty też tu mieszkasz.
-Nie, ja tu nie mieszkam. Ja po prostu przyszłam po ciuchy, bo jak wróciliśmy, to się tutaj położyłam, bo nie mogłam się do brata dodzwonić. A spotkaliśmy się w szpitalu. I dlatego już się stąd zabieram. Powiedz Torresowi, że się z nim jakoś zdzwonię.
-No dobrze, miło było cię poznać Meg.
-Mi tak samo, to pa.
Musiałam wybrnąć z tej sytuacji. Ona tutaj ma mieszkać? Nie wytrzymałabym tego. Teraz wezmę tylko ciuchy i od razu dzwonię do Walta.
-Hej Walt. Jesteście jeszcze w szpitalu?
-Nie, właśnie wróciliśmy do domu.
-Mam do ciebie prośbę.
-No co tam siostrzyczko?
-Mogę u was zamieszkać? Wytłumaczę wam wszystko jak będę u was.
-Nie mogę ci odmówić. Wyślę ci zaraz adres sms'em. Czekamy z Aidenem.
-No, to papa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heeeejka! Dawno mnie nie było. Ale za to macie, długi rozdział. Myślę, że wam się spodoba. Długo zajęło mi pisanie, ale pomogła mi Dominika :* Dziękuję jej za to <333 Podziękujcie jej, bo ona namówiła, mnie na nowy rozdział. Komentujcie, a już niedługo kolejny rozdział. Teraz będą częściej. Obiecuję kochane. Tak więc buziaczki.
Chanelle <333
Nie no. Mój brat na serio jest graślawy. Ale Aiden, to już masakra. Gazem pieprzowym w oczy?! Nie no, każdemu się zdarzy. Idę po tego lekarza, bo zaraz Walt się popłacze.
-Walt. Kazali wam iść do sali 20, na 1 piętrze. Ja spadam do domu. Jeszcze zadzwonię do was, co i jak. To pa. Trzymajcie się.
-No pa siostro.
[...]
-Dziękuję. To ile płacę?
-10 dolarów.
-Proszę. Do widzenia.
No i teraz tylko, 11 piętro i mogę się wreszcie położyć. Ciekawe czy Josh już wrócił. Muszę z nim normalnie porozmawiać. Bo dzisiejsza rozmowa w szpitalu, nie była za ciekawa. Usch, gdzie są moje klucze. Klucze, klucze, klucze. O, są.
-Josh, jesteś?
-Jesteśmy...
Kobieta? O nie, znowu ta baba. Barbara. Tego mi brakowało.
-Barbara. O co tutaj robisz?
-Josh mnie tutaj zaprosił. Nie chciał mnie samej zostawić, ze złamaną nogą. Stwierdził, że nie dam sobie rady i zaproponował, abym na razie u niego zamieszkała. Nie myślałam, że ty też tu mieszkasz.
-Nie, ja tu nie mieszkam. Ja po prostu przyszłam po ciuchy, bo jak wróciliśmy, to się tutaj położyłam, bo nie mogłam się do brata dodzwonić. A spotkaliśmy się w szpitalu. I dlatego już się stąd zabieram. Powiedz Torresowi, że się z nim jakoś zdzwonię.
-No dobrze, miło było cię poznać Meg.
-Mi tak samo, to pa.
Musiałam wybrnąć z tej sytuacji. Ona tutaj ma mieszkać? Nie wytrzymałabym tego. Teraz wezmę tylko ciuchy i od razu dzwonię do Walta.
-Hej Walt. Jesteście jeszcze w szpitalu?
-Nie, właśnie wróciliśmy do domu.
-Mam do ciebie prośbę.
-No co tam siostrzyczko?
-Mogę u was zamieszkać? Wytłumaczę wam wszystko jak będę u was.
-Nie mogę ci odmówić. Wyślę ci zaraz adres sms'em. Czekamy z Aidenem.
-No, to papa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heeeejka! Dawno mnie nie było. Ale za to macie, długi rozdział. Myślę, że wam się spodoba. Długo zajęło mi pisanie, ale pomogła mi Dominika :* Dziękuję jej za to <333 Podziękujcie jej, bo ona namówiła, mnie na nowy rozdział. Komentujcie, a już niedługo kolejny rozdział. Teraz będą częściej. Obiecuję kochane. Tak więc buziaczki.
Chanelle <333

Jeej nareszcie nowy rozdział <3 uwielbiam Stepa i oczywiście W i A ;) mam nadzieję, że teraz będą częściej :)
OdpowiedzUsuńD