Chapter: 5
Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja dla dalszej twórczości. :)
Piosenka
~~~~~~~~~~~~~~~
Szybko spakowałam swoje rzeczy i zadzwoniłam po taksówkę. Chciałam jak najszybciej wynieść się z tego mieszkania. Nie mogę uwierzyć, że Josh tak po prostu, bez żadnego uprzedzenia, zaprosił jakąś modeleczkę do naszego mieszkania! Znaczy kiedyś było nasze.. Nawet w tej sytuacji przypomniałam sobie cytat Dianny Agron: "Kobieta bez mężczyzny, jest tak ryba bez roweru." A biedna ja, nie mam ani mężczyzny, ani roweru, więc tak na prawdę to nie mam już nic.
Jak się cieszę, że ten wścibski brat i jego gejowski chłopak zgodzili się mnie do siebie przygarnąć. Jak to na pechowy dzień przystało, nie działa winda w apartamentowcu. Niby taki luksus itp, a nie ma kto windy naprawić. Musiałam znosić swoje dwie różowe walizki po schodach. Na szczęście przyszedł jakiś oblech i mi pomógł, bo inaczej spędziłabym noc w klatce schodowej. Oczywiście później musiałam spławiać go 10 minut.
Gdy mój "amant" wreszcie polazł, pod hotel podjechała taksówka. Weszłam czym prędzej i podałam adres taksówkarzowi. Trochę się zdziwiłam, gdy pojazd zatrzymał się pod kawiarnią. "Yyyy facecie taksówkarzu to jest kawiarnia" Wyrzuciłam najszybciej jak się dało. Mężczyzna spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
-Ale to jest ten adres który mi pani podała. To jest centrum LA i tutaj nie ma żadnych domów mieszkalnych. To ktoś musiał się pomylić. Ja zawiozłem panią dobrze.
-No nic, dziękuuuje.
Wzięłam ze sobą walizki i moje nogi same zaprowadziły mnie pod drzwi kawiarni. Weszłam do środka, nie zastanawiając się czy dobrze robię. Ale wtedy w środku zauważyłam Aidena i Walta, paradujących w jakiś czerwonych strojach z tacami i zamówieniami. Czy ich doszczętnie pogięło?! Ja mam mieszkać w kawiarni? O niee. Na to, to ja się nie zgadzam!
-Ooo cześć Meg - zawołał radośnie Aiden. - Patrz kochanie twoja siostra już przyjechała. Ojeej ile masz walizek!
Ehh... chyba już za późno żeby wrócić do domu. Muszę wytrzymać z tymi dwoma do końca wakacji. Nie dam Joshowi i jego modeleczce tej satysfakcji. Zostanę i będę się świetnie bawić.
-Witam wszystkich tu zebranym. Została zamówiona piosenka! Zaśpiewają ją państwu Rachel i Santana! Proszę o gorące brawa.
Cała kawiarnia zawrzała po tym, jak jakiś azjatycki chłopaczyna wydarł się do mikrofonu o jakiejś piosence. O nie, nie! Błagam powiedzcie mi, że to nie będą te znane muzyczne kawiarnie! Gdzie do jedzenia, można zamówić sobie piosnkę.
O wow. Jakie one mają głosy! Są czadowe te dziewczyny... Ale nadal te muzyczne kawiarnie przyprawiają mnie o odruchy wymiotne.
Moje rozmyślania na temat zalet i wad (zdecydowanie więcej przeciw!) przerwał Walt, przytulając mnie jakbyśmy nie widzieli się sto lat. Przynajmniej Aiden już nie ma swojej przepaski na oczy. Ehhh nigdy ich nie zrozumiem. Zabrali mnie do kuchni, gdzie po kolei wszyscy się ze mną witali.
Poznałam tańczącego azjate (ten co darł się przez mikrofonu) - Mike'a, głupiutką Brittany, czarną (nie żebym była rasistką, stwierdzam fakt) dive Mercedes, żydowskiego bad boy'a Noaha oraz słodkiego blondyna Sama, któremu brakowało dolnej części garderoby. Z taką gromadką będzie tu niezły cyrk. Szczególnie jak dołożyć do tej grupki te dwa jednorożce.
- It's been a hard day's night. And I've been working like a dog! It's been a hard day's night. I should be sleeping like a log...
Wparowały do kuchni dwie tańczące i śpiewające młode dziewczyny, których imiona już znałam bo ten azjatycki chłopak.. eee Mike, mówił ich imiona. To były. Santana i Rachel! Jupi, moja pamięć, aż tak mnie nie zawodzi. Ale za nimi pojawił się jakiś chłopak. Wyglądał tak gejowsko, lecz go nie znałam.
-Meg, poznaj Rachel i Santanę oraz Kurta. Byłego chłopaka Aidena. - mówił mój brat -
Że co? Były chłopak? Oby tylko były! Bo mój brat by się chyba załamał.
-Dzięki Walt. Dziewczyny już zdążyłam poznać, świetnie śpiewacie. Miło mi cię poznać Kurt.
Nie dość, że ten cały Kurt wyglądał jak gej to jeszcze brzmiał jak kobieta. Niektórzy mają całe życie przerąbane. Będę musiała obserwować tego całego Kurta i upewnić się, że oni mister różowa przepaska to zamknięty rozdział. Dobra za dużo myślenia jak jeden dzień.
Chłopaki pomogli mi wnieść walizki na pierwsze piętro, gdzie mieściło się mieszkanie. Albo raczej kilka mieszkań. Nie rozumiem jak można z kimś pracować cały dzień, a później wracać do domu i znowu ich spotykać. Jak już mówiłam - będzie niezły cyrk.
-Chłopaki, czy znajdzie się gdzieś dla mnie łóżko?
-Haha, a wolisz spać z Samem czy może Mike'm?
-Jaja sobie Walt robisz? Nie będę spała z azjatą, bez urazy Mike, czy z tym blondynem, który nie ma na sobie dolnej części garderoby.
-Nie mów, że cię to nie kręci. - wyrzucił Sam z chytrym uśmieszkiem na ustach -
-No jakoś nie...
-Chodź siostro mojego chłopaka. Zaprowadzę cię do twojego nowego pokoju.
-Czy was doszczętnie pogrzało? To pokój dla jakiejś dziewczynki, którą ja już dawno nie jestem.
-Oj Meg, daj spokój. Lepsze chyba takie coś niż nic? Nie mieliśmy pojęcia, że będziesz z nami mieszkać. To był pokój Tiny, byłej dziewczyny Mike'a, ale ona się wyprowadziła. No to jak wolisz. Bierzesz to, albo spadasz do tego całego seksownego Josha i jego modeleczki.
-No dobra, dobra. Biorę ten pokój.
------------------------------------------------
Heeejo! Kolejny rozdział. Błagam was, komentujcie. To wiele, dla mnie znaczy. Nawet nie wiecie jak mi przykro, jak pod ostatnim rozdziałem jest tylko 1 komentarz :( Jeśli tak dalej będzie, usunę bloga i nie będzie tego opowiadania...
Asiek
Piosenka
~~~~~~~~~~~~~~~
Szybko spakowałam swoje rzeczy i zadzwoniłam po taksówkę. Chciałam jak najszybciej wynieść się z tego mieszkania. Nie mogę uwierzyć, że Josh tak po prostu, bez żadnego uprzedzenia, zaprosił jakąś modeleczkę do naszego mieszkania! Znaczy kiedyś było nasze.. Nawet w tej sytuacji przypomniałam sobie cytat Dianny Agron: "Kobieta bez mężczyzny, jest tak ryba bez roweru." A biedna ja, nie mam ani mężczyzny, ani roweru, więc tak na prawdę to nie mam już nic.
Jak się cieszę, że ten wścibski brat i jego gejowski chłopak zgodzili się mnie do siebie przygarnąć. Jak to na pechowy dzień przystało, nie działa winda w apartamentowcu. Niby taki luksus itp, a nie ma kto windy naprawić. Musiałam znosić swoje dwie różowe walizki po schodach. Na szczęście przyszedł jakiś oblech i mi pomógł, bo inaczej spędziłabym noc w klatce schodowej. Oczywiście później musiałam spławiać go 10 minut.
Gdy mój "amant" wreszcie polazł, pod hotel podjechała taksówka. Weszłam czym prędzej i podałam adres taksówkarzowi. Trochę się zdziwiłam, gdy pojazd zatrzymał się pod kawiarnią. "Yyyy facecie taksówkarzu to jest kawiarnia" Wyrzuciłam najszybciej jak się dało. Mężczyzna spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
-Ale to jest ten adres który mi pani podała. To jest centrum LA i tutaj nie ma żadnych domów mieszkalnych. To ktoś musiał się pomylić. Ja zawiozłem panią dobrze.
-No nic, dziękuuuje.
Wzięłam ze sobą walizki i moje nogi same zaprowadziły mnie pod drzwi kawiarni. Weszłam do środka, nie zastanawiając się czy dobrze robię. Ale wtedy w środku zauważyłam Aidena i Walta, paradujących w jakiś czerwonych strojach z tacami i zamówieniami. Czy ich doszczętnie pogięło?! Ja mam mieszkać w kawiarni? O niee. Na to, to ja się nie zgadzam!
-Ooo cześć Meg - zawołał radośnie Aiden. - Patrz kochanie twoja siostra już przyjechała. Ojeej ile masz walizek!
Ehh... chyba już za późno żeby wrócić do domu. Muszę wytrzymać z tymi dwoma do końca wakacji. Nie dam Joshowi i jego modeleczce tej satysfakcji. Zostanę i będę się świetnie bawić.
-Witam wszystkich tu zebranym. Została zamówiona piosenka! Zaśpiewają ją państwu Rachel i Santana! Proszę o gorące brawa.
Cała kawiarnia zawrzała po tym, jak jakiś azjatycki chłopaczyna wydarł się do mikrofonu o jakiejś piosence. O nie, nie! Błagam powiedzcie mi, że to nie będą te znane muzyczne kawiarnie! Gdzie do jedzenia, można zamówić sobie piosnkę.
O wow. Jakie one mają głosy! Są czadowe te dziewczyny... Ale nadal te muzyczne kawiarnie przyprawiają mnie o odruchy wymiotne.
Moje rozmyślania na temat zalet i wad (zdecydowanie więcej przeciw!) przerwał Walt, przytulając mnie jakbyśmy nie widzieli się sto lat. Przynajmniej Aiden już nie ma swojej przepaski na oczy. Ehhh nigdy ich nie zrozumiem. Zabrali mnie do kuchni, gdzie po kolei wszyscy się ze mną witali.
Poznałam tańczącego azjate (ten co darł się przez mikrofonu) - Mike'a, głupiutką Brittany, czarną (nie żebym była rasistką, stwierdzam fakt) dive Mercedes, żydowskiego bad boy'a Noaha oraz słodkiego blondyna Sama, któremu brakowało dolnej części garderoby. Z taką gromadką będzie tu niezły cyrk. Szczególnie jak dołożyć do tej grupki te dwa jednorożce.
- It's been a hard day's night. And I've been working like a dog! It's been a hard day's night. I should be sleeping like a log...
Wparowały do kuchni dwie tańczące i śpiewające młode dziewczyny, których imiona już znałam bo ten azjatycki chłopak.. eee Mike, mówił ich imiona. To były. Santana i Rachel! Jupi, moja pamięć, aż tak mnie nie zawodzi. Ale za nimi pojawił się jakiś chłopak. Wyglądał tak gejowsko, lecz go nie znałam.
-Meg, poznaj Rachel i Santanę oraz Kurta. Byłego chłopaka Aidena. - mówił mój brat -
Że co? Były chłopak? Oby tylko były! Bo mój brat by się chyba załamał.
-Dzięki Walt. Dziewczyny już zdążyłam poznać, świetnie śpiewacie. Miło mi cię poznać Kurt.
Nie dość, że ten cały Kurt wyglądał jak gej to jeszcze brzmiał jak kobieta. Niektórzy mają całe życie przerąbane. Będę musiała obserwować tego całego Kurta i upewnić się, że oni mister różowa przepaska to zamknięty rozdział. Dobra za dużo myślenia jak jeden dzień.
Chłopaki pomogli mi wnieść walizki na pierwsze piętro, gdzie mieściło się mieszkanie. Albo raczej kilka mieszkań. Nie rozumiem jak można z kimś pracować cały dzień, a później wracać do domu i znowu ich spotykać. Jak już mówiłam - będzie niezły cyrk.
-Chłopaki, czy znajdzie się gdzieś dla mnie łóżko?
-Haha, a wolisz spać z Samem czy może Mike'm?
-Jaja sobie Walt robisz? Nie będę spała z azjatą, bez urazy Mike, czy z tym blondynem, który nie ma na sobie dolnej części garderoby.
-Nie mów, że cię to nie kręci. - wyrzucił Sam z chytrym uśmieszkiem na ustach -
-No jakoś nie...
-Chodź siostro mojego chłopaka. Zaprowadzę cię do twojego nowego pokoju.
-Czy was doszczętnie pogrzało? To pokój dla jakiejś dziewczynki, którą ja już dawno nie jestem.
-Oj Meg, daj spokój. Lepsze chyba takie coś niż nic? Nie mieliśmy pojęcia, że będziesz z nami mieszkać. To był pokój Tiny, byłej dziewczyny Mike'a, ale ona się wyprowadziła. No to jak wolisz. Bierzesz to, albo spadasz do tego całego seksownego Josha i jego modeleczki.
-No dobra, dobra. Biorę ten pokój.
***
-Walt! Aiden! Gdzie wy moje inteligentne geje jesteście? -wydarłam się na cały dom, czy tam mieszkanie, ale zero odzewu. Usłyszałam tylko dźwięk mojej ulubionej piosenki Perfect Two, ale to nie był głos Auburn. Tylko Aidena! Czy ich d o s z c z ę t n i e pogięło?? Śpiewają sobie słodziutkie pioseneczki, jak to: Możesz być masłem orzechowym na moim dżemie... Kto by coś takiego jadł? To jest ohydne! Albo, możesz być jabłkiem do mojej szarlotki. Jesteś "straw" do mojej "berry". Jesteś dymem do mojego haju. Czy oni palą? Czy to kolejna bezsensowna część tej piosenki? Hahahaha JESTEŚ TYM ZA KTÓREGO CHCĘ WYJŚĆ! Nieee, czy oni planują o ślubie? Tak nie może być.. Nic mnie o tym nie poinformować? Nie wytrzymam z nimi! Idę się położyć...
------------------------------------------------
Heeejo! Kolejny rozdział. Błagam was, komentujcie. To wiele, dla mnie znaczy. Nawet nie wiecie jak mi przykro, jak pod ostatnim rozdziałem jest tylko 1 komentarz :( Jeśli tak dalej będzie, usunę bloga i nie będzie tego opowiadania...
Asiek











