niedziela, 27 kwietnia 2014

Chapter: 5

Chapter: 5

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja dla dalszej twórczości. :)
Piosenka
~~~~~~~~~~~~~~~
Szybko spakowałam swoje rzeczy i zadzwoniłam po taksówkę. Chciałam jak najszybciej wynieść się z tego mieszkania. Nie mogę uwierzyć, że Josh tak po prostu, bez żadnego uprzedzenia, zaprosił jakąś modeleczkę do naszego mieszkania! Znaczy kiedyś było nasze.. Nawet w tej sytuacji przypomniałam sobie cytat Dianny Agron: "Kobieta bez mężczyzny, jest tak ryba bez roweru." A biedna ja, nie mam ani mężczyzny, ani roweru, więc tak na prawdę to nie mam już nic.
Jak się cieszę, że ten wścibski brat i jego gejowski chłopak zgodzili się mnie do siebie przygarnąć. Jak to na pechowy dzień przystało, nie działa winda w apartamentowcu. Niby taki luksus itp, a nie ma kto windy naprawić. Musiałam znosić swoje dwie różowe walizki po schodach. Na szczęście przyszedł jakiś oblech i mi pomógł, bo inaczej spędziłabym noc w klatce schodowej. Oczywiście później musiałam spławiać go 10 minut.
Gdy mój "amant" wreszcie polazł, pod hotel podjechała taksówka. Weszłam czym prędzej i podałam adres taksówkarzowi. Trochę się zdziwiłam, gdy pojazd zatrzymał się pod kawiarnią. "Yyyy facecie taksówkarzu to jest kawiarnia" Wyrzuciłam najszybciej jak się dało. Mężczyzna spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
-Ale to jest ten adres który mi pani podała. To jest centrum LA i tutaj nie ma żadnych domów mieszkalnych. To ktoś musiał się pomylić. Ja zawiozłem panią dobrze.
-No nic, dziękuuuje.
Wzięłam ze sobą walizki i moje nogi same zaprowadziły mnie pod drzwi kawiarni. Weszłam do środka, nie zastanawiając się czy dobrze robię. Ale wtedy w środku zauważyłam Aidena i Walta, paradujących w jakiś czerwonych strojach z tacami i zamówieniami. Czy ich doszczętnie pogięło?! Ja mam mieszkać w kawiarni? O niee. Na to, to ja się nie zgadzam!
-Ooo cześć Meg - zawołał radośnie Aiden. - Patrz kochanie twoja siostra już przyjechała. Ojeej ile masz walizek!




Ehh... chyba już za późno żeby wrócić do domu. Muszę wytrzymać z tymi dwoma do końca wakacji. Nie dam Joshowi i jego modeleczce tej satysfakcji. Zostanę i będę się świetnie bawić.
-Witam wszystkich tu zebranym. Została zamówiona piosenka! Zaśpiewają ją państwu Rachel i Santana! Proszę o gorące brawa.
Cała kawiarnia zawrzała po tym, jak jakiś azjatycki chłopaczyna wydarł się do mikrofonu o jakiejś piosence. O nie, nie! Błagam powiedzcie mi, że to nie będą te znane muzyczne kawiarnie! Gdzie do jedzenia, można zamówić sobie piosnkę.


O wow. Jakie one mają głosy! Są czadowe te dziewczyny... Ale nadal te muzyczne kawiarnie przyprawiają mnie o odruchy wymiotne.
Moje rozmyślania na temat zalet i wad (zdecydowanie więcej przeciw!) przerwał Walt, przytulając mnie jakbyśmy nie widzieli się sto lat. Przynajmniej Aiden już nie ma swojej przepaski na oczy. Ehhh nigdy ich nie zrozumiem. Zabrali mnie do kuchni, gdzie po kolei wszyscy się ze mną witali.
Poznałam tańczącego azjate (ten co darł się przez mikrofonu) - Mike'a, głupiutką Brittany, czarną (nie żebym była rasistką, stwierdzam fakt) dive Mercedes, żydowskiego bad boy'a Noaha oraz słodkiego blondyna Sama, któremu brakowało dolnej części garderoby. Z taką gromadką będzie tu niezły cyrk. Szczególnie jak dołożyć do tej grupki te dwa jednorożce.
- It's been a hard day's night. And I've been working like a dog! It's been a hard day's night. I should be sleeping like a log...




Wparowały do kuchni dwie tańczące i śpiewające młode dziewczyny, których imiona już znałam bo ten azjatycki chłopak.. eee Mike, mówił ich imiona. To były. Santana i Rachel! Jupi, moja pamięć, aż tak mnie nie zawodzi. Ale za nimi pojawił się jakiś chłopak. Wyglądał tak gejowsko, lecz go nie znałam.
-Meg, poznaj Rachel i Santanę oraz Kurta. Byłego chłopaka Aidena. - mówił mój brat -
Że co? Były chłopak? Oby tylko były! Bo mój brat by się chyba załamał.
-Dzięki Walt. Dziewczyny już zdążyłam poznać, świetnie śpiewacie. Miło mi cię poznać Kurt.
Nie dość, że ten cały Kurt wyglądał jak gej to jeszcze brzmiał jak kobieta. Niektórzy mają całe życie przerąbane. Będę musiała obserwować tego całego Kurta i upewnić się, że oni mister różowa przepaska to zamknięty rozdział. Dobra za dużo myślenia jak jeden dzień.
Chłopaki pomogli mi wnieść walizki na pierwsze piętro, gdzie mieściło się mieszkanie. Albo raczej kilka mieszkań. Nie rozumiem jak można z kimś pracować cały dzień, a później wracać do domu i znowu ich spotykać. Jak już mówiłam - będzie niezły cyrk.
-Chłopaki, czy znajdzie się gdzieś dla mnie łóżko?
-Haha, a wolisz spać z Samem czy może Mike'm?
-Jaja sobie Walt robisz? Nie będę spała z azjatą, bez urazy Mike, czy z tym blondynem, który nie ma na sobie dolnej części garderoby.
-Nie mów, że cię to nie kręci. - wyrzucił Sam z chytrym uśmieszkiem na ustach -
-No jakoś nie...
-Chodź siostro mojego chłopaka. Zaprowadzę cię do twojego nowego pokoju.




-Czy was doszczętnie pogrzało? To pokój dla jakiejś dziewczynki, którą ja już dawno nie jestem.
-Oj Meg, daj spokój. Lepsze chyba takie coś niż nic? Nie mieliśmy pojęcia, że będziesz z nami mieszkać. To był pokój Tiny, byłej dziewczyny Mike'a, ale ona się wyprowadziła. No to jak wolisz. Bierzesz to, albo spadasz do tego całego seksownego Josha i jego modeleczki.
-No dobra, dobra. Biorę ten pokój.

***

-Walt! Aiden! Gdzie wy moje inteligentne geje jesteście? -wydarłam się na cały dom, czy tam mieszkanie, ale zero odzewu. Usłyszałam tylko dźwięk mojej ulubionej piosenki Perfect Two, ale to nie był głos Auburn. Tylko Aidena! Czy ich   d o s z c z ę t n i e   pogięło?? Śpiewają sobie słodziutkie pioseneczki, jak to: Możesz być masłem orzechowym na moim dżemie... Kto by coś takiego jadł? To jest ohydne! Albo, możesz być jabłkiem do mojej szarlotki. Jesteś "straw" do mojej "berry". Jesteś dymem do mojego haju. Czy oni palą? Czy to kolejna bezsensowna część tej piosenki? Hahahaha JESTEŚ TYM ZA KTÓREGO CHCĘ WYJŚĆ! Nieee, czy oni planują o ślubie? Tak nie może być.. Nic mnie o tym nie poinformować? Nie wytrzymam z nimi! Idę się położyć... 


------------------------------------------------
Heeejo! Kolejny rozdział. Błagam was, komentujcie. To wiele, dla mnie znaczy. Nawet nie wiecie jak mi przykro, jak pod ostatnim rozdziałem jest tylko 1 komentarz :( Jeśli tak dalej będzie, usunę bloga i nie będzie tego opowiadania...
Asiek

piątek, 28 marca 2014

Chapter: 4

Chapter: 4

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekundka, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Znowu migrena atakuje. Jest godzina, 15. Ciekawe, gdzie jest Josh. Zaczynam się o niego martwić. Najlepiej jak szybko się przebiorę i pójdę na plaże. Albo nie, zadzwonię. Tak najlepszy pomysł. Szybko się ubrałam i wybrałam numer Josha. Pierwszy sygnał, drugi, czwarty. Nie odbiera. Pewnie nie słyszy. Dobra, dzwonię jeszcze raz. Jest połączenie, jest sygnał. Drugi, trzeci, czwarty. Połączenie przerwane. Nie, tak nie może być. Ja się za bardzo o niego boję. Jadę do jego agencji. Może ma sesje i dlatego nie odbiera. Tak, to na pewno dlatego.

[...]

-Dzień dobry. Mam pytanie. Czy zastałam Josha Torresa?
-Dzień dobry. Nie ma pana Josha u nas. Jest w szpitalu.
-Co?! Jak to w szpitalu?! - to nie możliwe. Jak to Josh w szpitalu.Gdyby to nie było nic poważnego napisałby. Pewnie to jakiś wypadek. - Ja zaraz zemdleję. - świat zawirował. Czułam, że spadam i nie mogłam nic z tym zrobić. Przed oczami miałam jednorożce. Całe różowe, aż w końcu nie pamiętałam już nic....
-Proszę pani? Haaalo?! Proszę pani? Czy pani mnie słyszy? Nic się pani nie stało? Step! Chodź tu szybko. Pomóż jej.
-Jasne, czekaj! 
Jak przez mgłę widziałam, że ktoś się nade mną pochyla. Uklęknął obok mnie i zaczął odgarniać mi włosy z twarzy. Pochylił się nade mną i nagle odzyskałam świadomość. Nie wiedziałam co chce mi zrobić, więc przez przypadek go uderzyłam. 



-Ał!
-Co? Co się stało? Co ty robisz? Weź się odwal.
-Ej księżniczko, spokojnie. Zemdlałaś.
-Co z Joshem, co mu jest? Dlaczego jest w szpitalu?!
-On nie jest w szpitalu. Pojechał tam razem z Barbarą, jedną z naszych modelek. Bo na wybiegu złamała kostkę. Kto ci powiedział, że on jest w szpitalu?
-Ona!
-Maria? To tylko sekretarka. Chodź pomogę ci wstać.
-Poradzę sobie sama.
-Uparta z ciebie bestia. No chodź kochanie.
-Jakie kochanie! Łapy przy sobie kochasiu.
-Step miło mi.
-Ta fajnie, a ja Meg. Czy mogę już iść?
-Nie puszczę cię nigdzie samej. 
Ale on jest uparty. Przyczepił się mnie, jak rzep psiego ogona. Mam go już dość, ale nie powiem. Mega ciacho. Tylko dlaczego Josh nie odbiera? Pojadę do szpitala i dam mu popalić. Może wykorzystam Stepa jako darmową podwózkę? 
-Cepie, to znaczy Stepie, mógłbyś mnie zawieźć do szpitala? Wiesz, pojechałabym autobusem, ale boję się, że znów zemdleję.
-Och co się stało. Łaskawie teraz potrzebujesz mojej pomocy? Nie zawiozę cię nigdzie.
-A to wal się. Idę na piechotę. 
-No dobra, zaczekaj księżniczko.
-Powiedziałam ci. Wal się! Poradzę sobie sama. 
Co on sobie myśli? Mam go już dość. Ledwo go znam, a mnie już denerwuje. Przyznam, że nie chce mi się jechać autobusem. Ale oczywiście nasz cep, jest uparty. A no tak to Step. To takie podobne. Wychodziłam już z budynku gdy ktoś pociągnął mnie za nadgarstki. Złapał dość mocno, aż zasyczałam z bólu. 
-Mówiłem, abyś poczekała księżniczko. 
-Step, to bolało. Puść mnie! 
Jak on tak mógł! Zachowuje się tak bezczelnie, za wiele sobie pozwala. Nie mam pojęcia do czego on dąży.
-Przepraszam, to jedziesz ze mną? 
-Jedno przepraszam nic nie załatwi. 
-Jak nie? Zaraz się przekonamy!
-Step co ty robisz? Postaw mnie na ziemie, ale to już! 
Zaczęłam się wyrywać, a ręce złożyłam w pięści i zaczęłam go bić po plecach. Lecz on nic nie czuł. Zawsze bezbronna. Postawił mnie wreszcie przy swoim samochodzie. Otworzył drzwi od strony pasażera, a gdy zrozumiał, że nie mam zamiaru wejść podniósł mnie i posadził na przednim siedzeniu. Tak mnie to zszokowało, że nawet zapomniałam o chamskiej uwadze. Droga przebiegła w milczeniu. CepStep próbował mnie zagadywać, ale w końcu zrozumiał, że troszkę go olewam. 

[...]

-To pa kochana. Odwiedź mnie jutro. 
-Weź się człowieku odwal. Nara..
Wyszłam jak najszybciej z jego samochodu i udałam się w kierunku szpitala. Spróbowałam jeszcze raz zadzwonić do Josha, ale na marne, więc powędrowałam w kierunku informacji. W myślach próbowałam sobie przypomnieć imię tej dziewczyny. A no tak, Barbara. Ta baba z recepcji nie chciała mi powiedzieć, gdzie oni są, bo niby poufne dane, czy coś. Na szczęście zadzwonił do niej telefon i zmienił ją ktoś inny. Tym razem powiedziałam, że jestem z rodziny. Pojechałam windą na drugie piętro i od razu zauważyłam Josha tulącego jakąś dziewczynę. Aha! To już wiem czemu telefonu nie odbierał. Zamartwiać się o człowieka, że coś mu się stało, a on sobie z modeleczką siedzi, bo sobie coś biedactwo w nóżkę zrobiło. No, aż mi normalnie niedobrze. 
-Josh! Czemu w ogóle ode mnie nie odbierasz?! Martwię się o ciebie, a ty sobie z jakąś babą siedzisz. Możesz mi powiedzieć co tu w ogóle robisz?!


-Meg, proszę uspokój się. Skąd wiedziałaś, że tutaj jestem?
-Byłam u ciebie w agencji. Zemdlałam przerażona, że coś Ci się stało, jakiś cep wbił sobie do głowy, że jedynym sposobem na uratowanie mi życia jest sztuczne oddychanie. Potem mega pewny siebie wziął mnie na ręce i wsadził do samochodu, a następnie przywiózł tutaj. Bo jak to stwierdził: "Nie puszczę Cię nigdzie samej"
-A czy ty nie mówisz o Stepie?
-No możliwe. Step czy cep, podobnie. Mniejsza o to. Co ty tu w ogóle robisz?
-Przyjechałem z Barbarą. To jest modelka z tej samej agencji co ja. Dziś mieliśmy wspólną sesje, a następnie ona miała wybieg. No i niefortunnie upadła. Złamała sobie nogę. To nic poważnego. Wracaj już Meg do domu lepiej.
-No dobrze, ale odezwij się później....
Zrezygnowana zeszłam do recepcji, gdzie dobiegły do mnie znajome krzyki.
-Lekarz! Błagam lekarz! Mój biedny Aiden sobie coś w oko zrobił.
Tak to mój brat. Co oni znowu zrobili. Wszędzie ich pełno. Zaczęłam się śmiać, jak zobaczyłam jak Walt niesie Aidena na rękach, a on ma na oczach różową przepaskę.
-O hejka braciszku. Co twój ukochany zleciał z jednorożca?
-To nie jest śmieszne! Nie widzisz, że jest ciężko ranny?!
-Ranny? Ma różową przepaskę na oku. Cóż się biedakowi znowu stało?
-Wszystko zaczęło się tak niewinnie. Jak co wtorek poszliśmy na zajęcia samoobrony. Po raz pierwszy musieliśmy użyć gazu. Aiden nie wiedział, w którą stronę to się psika i wleciał mu do oka. A skoro biedak i tak nic nie widzi to zawiązałem mu opaskę żeby nie wyglądał głupio. No gdzie ten lekarz?!!
-Jakie cioty. O mój Boże. Tak, bo z różową przepaską na rękach u innego faceta wcale nie wygląda głupio. Czekaj. Usiądźcie, a ja kogoś znajdę.
-Dziękuję siostrzyczko. Chodź Aiden zaraz ktoś się tobą zajmie. 
-No przecież mówię, abyś usiadł, a nie łazisz. Zaraz upadniesz i sam sobie guza nabijesz. Wystarczy, że musimy tu z Aidenem siedzieć, bo ciamajda nie umie gazu używać. Siedźcie! I się nie ruszajcie. Zaraz wracam.
Nie no. Mój brat na serio jest graślawy. Ale Aiden, to już masakra. Gazem pieprzowym w oczy?! Nie no, każdemu się zdarzy. Idę po tego lekarza, bo zaraz Walt się popłacze.
-Walt. Kazali wam iść do sali 20, na 1 piętrze. Ja spadam do domu. Jeszcze zadzwonię do was, co i jak. To pa. Trzymajcie się.
-No pa siostro.

[...]

-Dziękuję. To ile płacę?
-10 dolarów.
-Proszę. Do widzenia.
No i teraz tylko, 11 piętro i mogę się wreszcie położyć. Ciekawe czy Josh już wrócił. Muszę z nim normalnie porozmawiać. Bo dzisiejsza rozmowa w szpitalu, nie była za ciekawa. Usch, gdzie są moje klucze. Klucze, klucze, klucze. O, są.
-Josh, jesteś?
-Jesteśmy...
Kobieta? O nie, znowu ta baba. Barbara. Tego mi brakowało.
-Barbara. O co tutaj robisz?
-Josh mnie tutaj zaprosił. Nie chciał mnie samej zostawić, ze złamaną nogą. Stwierdził, że nie dam sobie rady i zaproponował, abym na razie u niego zamieszkała. Nie myślałam, że ty też tu mieszkasz.
-Nie, ja tu nie mieszkam. Ja po prostu przyszłam po ciuchy, bo jak wróciliśmy, to się tutaj położyłam, bo nie mogłam się do brata dodzwonić. A spotkaliśmy się w szpitalu. I dlatego już się stąd zabieram. Powiedz Torresowi, że się z nim jakoś zdzwonię.
-No dobrze, miło było cię poznać Meg.
-Mi tak samo, to pa.
Musiałam wybrnąć z tej sytuacji. Ona tutaj ma mieszkać? Nie wytrzymałabym tego. Teraz wezmę tylko ciuchy i od razu dzwonię do Walta.
-Hej Walt. Jesteście jeszcze w szpitalu?
-Nie, właśnie wróciliśmy do domu.
-Mam do ciebie prośbę.
-No co tam siostrzyczko?
-Mogę u was zamieszkać? Wytłumaczę wam wszystko jak będę u was.
-Nie mogę ci odmówić. Wyślę ci zaraz adres sms'em. Czekamy z Aidenem.
-No, to papa.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heeeejka! Dawno mnie nie było. Ale za to macie, długi rozdział. Myślę, że wam się spodoba. Długo zajęło mi pisanie, ale pomogła mi Dominika :* Dziękuję jej za to <333 Podziękujcie jej, bo ona namówiła, mnie na nowy rozdział. Komentujcie, a już niedługo kolejny rozdział. Teraz będą częściej. Obiecuję kochane. Tak więc buziaczki.
Chanelle <333




poniedziałek, 6 stycznia 2014

Chapter: 3

Chapter: 3

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekundka, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~
Obudził mnie jakiś ciężar na brzuchu. Leniwie otworzyłam oczy. Ahhh.... to tylko kotek. Kotek? Zaraz, ja nie mam kota! Przetarłam swoje oczy i zauważyłam, że na moim brzuchu spoczywa głowa Josha. Tylko coś mi ona nie pasowała. Jak dobrze pamiętam wczoraj zasypiałam sama w tym dużym łóżku.
-Hej, co tu robisz?
-Przyszedłem do ciebie bo musimy porozmawiać.


-Dobrze, ale daj mi ok. 10 minut abym się jakkolwiek ogarnęła, okej?
-Spoczko.
Wyciągnęłam szybko z szafy zestaw na dziś  i popędziłam do łazienki. Szybki zimny prysznic, każdemu dobrze zrobi. Szybko wytarłam swoje ciało i nałożyłam balsam. Po jakiś 15 minutach byłam gotowa i siedziałam razem z Joshem w mojej sypialni.
-To o czym chciałeś pogadać?
-To dla mnie ciężkie, ale muszę to powiedzieć. Wyjeżdżam.
-Co jak to? -moje życie właśnie straciło sens- Ty nie możesz..-zaczęłam płakać-
-Kocie nie płacz. Jadę tylko na miesiąc. Ale jest dobra nowina. Ja będę mieć tam sesje, a ty jedziesz ze mną i masz możliwość tam nagrywać piosenki które napiszesz tam.
-Tam czyli gdzie?
-Los Angeles.
-Jezu. Kocham cię. -rzuciłam mu się na szyję.- Ale przecież mama.
-Ja już kochanie o wszystkim wiem. Możesz jechać.
-Dziękuję. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. A kiedy jedziemy?
-Jutro o 10. A raczej lecimy a nie jedziemy. Bilety już są, mieszkanie mamy już załatwione. Wszystko czeka teraz tylko się spakować i lecieć. To ja spadam nie będę ci przeszkadzał.
-Okej. To pa i jeszcze raz dziękuję.
Wyciągnęłam jak najszybciej walizki i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze ubrania, kosmetyki, buty, biżuterie i wszystko co stwierdziłam, że przyda mi się w LA. Spakowana i gotowa na jutrzejszy wyjazd spojrzałam na zegarek. 13:24. Dość wcześnie. Postanowiłam pójść na dół coś zjeść. W kuchni spotkałam mamę która robiła obiad. Próbowałam zajrzeć jej do garnków aby dowiedzieć się co zjem, ale niestety na marne. Dostałam tylko ścierką po rękach. Oburzona siadłam na krześle oplatając ręce wokół piersi.
-Nie bądź taka naburmuszona bo ci tak zostanie. Spaghetti robię, Idź na dół i trochę popracuj. Jak masz cokolwiek zamiar nagrać.
-No dobrze, ale mnie zawołaj na obiad.
-Na pewno cię zawołam a teraz zmykaj już.
Pobiegłam tylko jeszcze do siebie, po zeszyt, długopis i pamiętnik. Zeszłam do piwnicy i usiadłam przy fortepianie. Otworzyłam pamiętnik na ostatnim wpisie i przepisałam tekst mojej nowej piosenki do czystego zeszytu. Próbowałam znaleźć do tego jakąś melodię. Wreszcie mi się udało. Byłam tak pochłonięta muzyką, że skończyłam ja pisać.





Nobody sees, nobody knows,

 We are a secret, can't be exposed.
That's how it is, that's how it goes,

Far from the others, close to each other.


In the daylight, in the daylight,
 When the sun is shining.
On a late night, on a late night,
When the moon is blinding.
In plain sight, plain sight,
Like stars in hiding. 
You and I burn on, on.

Put two and to-gether, for-ever will never change.
Two and to-gether will never change.

Nobody sees, nobody knows,
We are a secret, can't be exposed.
That's how it is, that's how it goes,
Far from the others, close to each other.
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover, cover, cover.

My silent, my silent,
Is in your arms.
When the worlds gives, heavy burdens,
I can bare a thousand times.
On your shoulder, on your shoulder,
I can reach an endless sky.
Feels like paradise .

Put two and to-gether, for-ever will never change,
Two and to-gether will never change.

Nobody sees, nobody knows,
We are a secret, can't be exposed.
That's how it is, that's how it goes,
Far from the others, close to each other.
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover, cover, cover.

We could build a universe right here,
All the world could disappear,
Wouldn't notice, wouldn't care.
We could build a universe right here,
The world could disappear,
I just need you near.

Nobody sees, nobody knows,
We are a secret, can't be exposed.
That's how it is, that's how it goes.
Far from the others, close to each other.
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover, cover, cover,
That's when we uncover. 



-Ślicznie córeczko. Masz wielki talent. Jestem z ciebie bardzo dumna. Ale teraz już chodź na obiad.
-Ok, ale która jest godzina? 
-18
Zamurowało mnie. Siedziałam w piwnicy ponad 4 godziny. Ale przynajmniej mam skończoną jedną piosenkę którą będę mogła już nagrać. 

[...]

-Pa kochanie, będę tęsknić. Pamiętaj aby na siebie uważać. A ty Josh pilnuj ją. Ona jest jeszcze młoda, a ty jesteś starszy.
-Niech się Pani nie przejmuje. Będzie wszystko dobrze. Zaopiekuje się Meg jak własną siostrą, będziemy dzwonić, ale teraz musimy już jechać na prawdę, bo się spóźnimy.
-Dobrze dzieci, ale uważajcie na siebie. 
-Tak mamo, papa. Będę tęsknić. 

[...]

Siedzimy w samolocie. Lot mnie nudził, więc postanowiłam, że pójdę spać. Podłączyłam do mojego IPoda słuchawki i opierając się o Josha, nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w krainę Morfeusza. 

-Księżniczko wstawaj, chyba, że chcesz zostać na pokładzie samolotu.
-Coś ty. Nigdy, tu jest tak niewygodnie. Plecy mnie bolą. 
-Jak będziemy w hotelu to cię pomasuje. A teraz zbieraj rzeczy i chodź bo tu serio zostaniemy.

[...]

O Jezu, ale tu ślicznie. Pokój był 2 osobowy. Jedno tak zwane "małżeńskie" łóżko, ale to co tam. Piękny balkon, łazienka, kuchnia i salon. Ile on na to kasy wydał? Pewnie fortunę. 






Chodziłam po całym apartamencie i nie mogłam uwierzyć. Był taki śliczny. 
-No i jak, podoba się?
-Czy się podoba? Jest świetny. 
-No to super, chodź pójdziemy na plażę. 
-Nie ja zostanę. Jestem zmęczona. 
-No dobra. To niedługo wracam. 


Jezu tyle wrażeń jak na jeden dzień. Najpierw zdziwienie, że na moim brzuchu śpi Josh, mimo, że zasypiałam sama. Tyle to ja jeszcze pamiętam. Później szok, że Torres wyjeżdża, ale najlepsze było, że jadę razem z nim. Dokończona piosenka, którą już niedługo nagram. Śliczne LA, i ten apartament. Jak tu go nie uwielbiać? No jak? Nie da się. No cóż, Josh poszedł na plażę, a ja chyba wezmę prysznic i pójdę spać. 


Odłożyłam pamiętnik, do walizki. Myślę, że tam będzie bezpieczny. Poszłam jeszcze się umyć oraz przebrać. Gotowa do snu, wsunęłam się pod zimną pościel i odpłynęłam do krainy Morfeusza. 
 ~~~~~~~~~~~~
No szybko coś te komentarze wam idą. Myślę, że rozdział się ogólnie podoba. Ja jestem z niego nawet w miarę zadowolona. Wiecie, że komentując wywołujecie na mojej twarzy uśmiech, za co jestem wam strasznie wdzięczna. Tak więc: 


6 komentarzy = 4 rozdział 


Tak jak wcześniej, więc czekam i liczę na opinie. 
Asiek <333   

niedziela, 5 stycznia 2014

Chapter 2

Chapter 2

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekundka, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~
*następnego dnia*
Obudziły mnie promienie słońca, przedzierające się przez żaluzje. Poczułam zapach męskich perfum. Wtuliłam się w poduszkę, która nimi pachniała. Zaraz! To nie poduszka! To Josh! 
-Hej księżniczko. - dostałam całusa w policzek - Jak się spało? 
-Super. - przeciągnęłam, się ziewając - A tobie? 
-Przy tobie zawsze świetnie. 
-Ej bo się zarumienię -uderzyłam go lekko w ramie- To jak chcesz to idź do mojej łazienki, a ja pójdę do rodziców. I jak coś to spotykamy się na dole. 
-Okej. 
Podeszłam do szafy. Zastanawiałam się nad odpowiednim na dziś strojem. Usłyszałam śmiechy dochodzące z pokoju obok. Ehh... czyżby Walt znowu szczerzył morde do siebie?


 Pójdę do niego, żeby powiedzieć mu, że ma zamknąć mordke, bo Josh pomyśli, ze jest psychiczny. Chociaż on zna Walta. No ale zbytnio zaprzyjaźniony z nim nie jest. I dobrze. Mój najlepszy kumpel zaprzyjaźniony z bratem? Nigdy w życiu! Weszłam do łazienki rodziców. Wsadziłam słuchawki w uszy i puściłam pierwszą playliste pod ręką. Nałożyłam już pastę na szczoteczkę, kiedy dobiegły kolejne śmiechy z pokoju brata. Mam tego dość! Zagłusza mi Demi Lovato, która śpiewa w moich słuchawkach. Idę mu powiedzieć co o tym myślę. Wrzuciłam szczoteczkę do zlewu i wyszłam na korytarz . Otworzyłam drzwi do jego pokoju. Na szczęście już się nie zamyka jak nas odwiedza. Widoku, który mi się ukazał się nie spodziewałam. Walt leżał z Aidenem na łóżku i oglądali jakąś telenowele o sześćdziesięciolatkach opowiadających "życiowe historie". Co w tym zabawnego? Moim zdaniem NIC! Ok, tego się nie spodziewałam. Dwóch dwudziestolatków, spędzających swój czas na oglądaniu brazylijskiej telenoweli. No, ale cóż. Zauważyłam, że Aiden się na mnie dziwnie patrzy. Może to dlatego, że nie zdążyłam się umyć i mam twarz umazana pasta do zębów? 
-Co się tak patrzysz, Aiden? 
-Nie nic, aleee - wybuchł śmiechem- 
-No kurwa co? Mam coś na twarzy? 
-Tak siostro. Masz pastę na twarzy. Idź się lepiej umyj.
-Dobra, ale wy tu cisza. Bo wyjdę przed przyjacielem, że moja rodzina to jacyś psychopaci. I w ogóle braciszku nie ciesz się za bardzo, bo niedługo wraca tato z pracy i będzie chciał poznać twojego chłopaka, a wiesz, że tata jest ciężkim typem mężczyzny. 
Puściłam mu oczko i wyszłam. Widziałam, jak Aidenowi mina się automatycznie zmienia. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Zaczęłam się śmiać ze swojego wyglądu. Szybko zmyłam pastę i dokończyłam mycie zębów. Następnie rozczesałam włosy i się przebrałam. Gotowa szybko zbiegłam na dół. Przez przypadek wpadłam na Josha. 




-Przepraszam. -powiedział lekko speszony- 
-Nic się nie stało. To ja w ciebie wpadłam. Choć zjemy coś. 
Pociągnęłam go do kuchni, w której siedzieli rodzice, a wraz z nimi Aiden i Walt. Atmosfera nie była za ciekawa. Przywitaliśmy się i zasiedliśmy do stołu. Usłyszałam jak tata mówił coś w stylu "Mi się ten Aiden nie podoba." Widziałam wkurzoną minę Walta, który pociąga za sobą Aidena. Trzask drzwi i już ich nie ma. 
-Dziękuję za śniadanie. Było pyszne Pani Anne. Jak zawsze.
-Och dziękuję Josh. To bardzo miło z twojej strony. 
-Meg pójdziemy do Wesołego Miasteczka? Jest taka piękna pogoda. 
-No dobrze. To czekaj pójdę tylko po torebkę.

[...]

Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Najpierw postanowiliśmy pójść na karuzele. Siedziałam razem z Joshem. Trochę się bałam więc co jakiś czas, mocniej ściskałam jego rękę. Gdy zeszliśmy, Torres mocno mnie przytulił i powiedział, że nie mam już czego się bać. Taki przyjaciel to skarb. 
-Ej proszę, pójdźmy tutaj. 
Pociągnęłam go za rękę do takiego stoiska, gdzie się rzuca i zdobywa maskotki. Zgodził się. A najlepsze było to, że wygrał dla mnie takiego słodkiego misia. 







Później szłam z tym misiem przez pół miasta. To co i tak uroczo. Josh postanowił mnie odprowadzić. Byliśmy już pod moim domem. 
-Dziękuję za dzisiejszy wieczór. Był świetny. 
-Nie musisz dziękować. -pocałował mnie w policzek, ale ja chciałam czegoś więcej- To ja będę spadał. 
-Nie czekaj. Mam prośbę.
-Tak? 
-Pocałuj mnie. 
-Aleee...
-Nie gadaj tylko zrób to. 

[...]

Dzisiejszy dzień zaliczam do tych jak najbardziej udanych. Poranek spędzony z Joshem. Śniadanie spędzone z Joshem. Wypad do Wesołego Miasteczka też z Joshem. No i jeszcze ten śliczny miś. A no i zapomniałabym. Pocałunek. O jeju jego usta są takie perfekcyjne. 



Nobody sees, nobody knows, /Nikt nie widzi , nikt nie wie.
 We are a secret, can't be exposed. /Jesteśmy sekretem , który nie może wyjść na jaw.
That's how it is, that's how it goes, /Tak to jest , tak to działa,
Far from the others, close to each other. /Daleko od innych, bliżej siebie. 


Chyba powinnam zacząć pisać piosenki. Fajne to. No cóż może innym razem.......

Odłożyłam pamiętnik tam gdzie zawsze i przebrana już w piżamkę wsunęłam się pod zimną pościel. Czegoś mi tu brakuje. A tak już wiem. Josha.....
~~~~~~~~~~~~
No no, szybko się uwinęliście z komentarzami :* Myślę, że się spodoba. Teraz będą małe szantaże, no ale muszę wiedzieć, że ktoś czyta. 

5 komentarzy = 3 rozdział 

Tak więc będzie 5 komentarzy, zaczynam pisać 3 i jak najszybciej dodaje. Trzymcie się. 
Asiek <3333  


sobota, 4 stycznia 2014

Chapter 1:

Chapter 1 

Jesli czytasz nie zaszkodzi ci skomentowac, to dla ciebie sekunda, a dla mnie motywacja do dalszej tworczosci :) 
~~~~~~~~~~
-Josh co ty tu robisz? 
-O Meg, milo cie widziec. To raczej ja cie powinienem o to zapytac. Ja tutaj bardzo czesto przychodze. Super miejsce aby porozmyslac nad zyciem. A ty skad w ogole znasz to miejsce? 
-Oj juz dlugo. Moj brat mi je pokazal. Tez w sumie po to tu przychodze. Czyli na pewno dzis przychodzisz do mnie? -spytalam sie, siadajac obok niego- Czy moze jednak sie rozmysliles? -tym razem oparlam glowe na jego ramieniu- 
-Cos ty. Nigdy. Przyjde na pewno, ale o ktorej?
-O 17? 
-Spoczko. Dobra musze, spadac. Obiecalem mamie, ze zaprowadze Barbare na urodziny. Trymaj sie. 
Pocalowal mnie w czolo i poszedl. Odpowiedzialam krotkie "pa" i polozylam sie na polance. Rozmyslalam nad tym, jak bedzie wygladac chlopak mojego brata. Czy ja w ogole bede miala z nim jaki kolwiek kontakt? No i czy nie zabierze mi on mojego braciszka. Poczulam wibracje w tylenej kieszeni moich spodenek. "Gdzie jestes? Za raz Aiden przychodzi. Wracaj szybko. Mama xx" Podnioslam szybko swoje cztery litery i odpisalam mamie, ze juz wracam. Postanowilam sie przebiec. Po 3 minutach bylam na miejscu. 
-Wrocilam
-No na reszcie. Lec sie szybko przebrac. 
Poszlam szybko do siebie. Wskoczylam pod prysznic. Splukalam swoje cialo zimna woda oraz umylam wlosy. Po wyjsciu nabalsamowalam cialo i wlosy zawinelam w tak zwany 'turban'. Weszlam do pokoju i wybralam sobie zestaw na dzisiejszy obiad.




Spojrzalam na zegarek, 15 minut jestem szybka. Zbieglam szybko na dol w jeszce mokrych wlosach. 
-Pomoc ci cos mamo? -powiedzialam skladajac calusa na maminym policzku-
-Nakryj do stolu Meggi. 
-Dobrze

[...]

-Hej mamo, hej Meg. Juz jestesmy. 
-Idealnie. Kurczak wlasnie dochodzi. 
-Mamo, Meg, poznajcie Aidena. 




No nie powiem. Przystojny byl ten Aiden. Ale na moje oko mlodszy od bratsa. Mial maks 20. No ale coz, jak to mama musiala wypytywac o wszystko. Co robi, czym sie zajmuje. Gdzie sie poznali. Mnie to troche nudzilo. Bylo juz po obiedzie. Kulturalnie sie spytalam czy moge isc do siebie. Mama troche pomarudzila, ale za namowa Walta, sie zgodzila. Wzielam laptopa i usiadlam na lozku. Weszlzm na TT. Nic ciekawego. Teraz jak mam wakacje, skonczyly sie tez zajecia sportowe. Dokladnie chodzi mi o siatkowke. Mialam zamiar poszukac jakis zajec w wakacje, ale uslyszalam "The A Team" Eda Sheerena, oznaczajacy moj dzwonek. Szybko odebralam. 
-Halo? 
-Hej Meg. To ja Josh. Bede za jakies 15 minut. 
-Oky, czekam.
Rozlaczylam sie. Zamknelam laptopa i odlozylam go na biurku. Uslyszalam glos mamy z dolu " Meg, Josh przyszedl." Odpowiedzialam "Juz ide mamo" i zabralam swoje szanowne cztery litery i skierowalam sie na dol. 
-Hej kocie. -dostalam buziaka w policzek- Idziemy? -spojrzal sie na schody-
-Jasne. 

[...]

Obejrzelismy 3 filmy. Spojrzalam na zegarek. 23:47. Najwyzsza pora sie umyc. 
-Josh, zostaniesz na noc?
-Spoczko. 
-Ok. To ja ide sie umyc i idziemy powoli spac. 
-Okej, to ja czekam kocie. 
Wzielam z szafy moja jednoczesciowa pizame i poszlam do lazienki. Po 15 minutach wrocilam do pokoju. Chlopak lezal juz w lozku. Wgramolilam sie pod zimna posciel. Okrylam sie nia po sama szyje i wtulilam w nagi tors Josha. On objal mnie ramieniem i pocalowal w czolo szepczac "Dobranoc sloneczko". Odpowiedzialam krotkie "dobranoc"i nawet nie wiem kiedy zasnelam. 
~~~~~~~~~~~
Krotko, tak dziwnie. No ale mysle, ze sie spodoba. Bardzo dziekuje za te 3 komentarze pod prologiem. Nie wiecie jaka przyjemnosc mi sprawiliscie. Teraz licze na 4 komentarze i pojawi sie 2 rozdzial ;* I jesli mozecie to porozsylajcie znajomym linki do opowiadania. Bede wdzieczna <333 

Asiek :* 

Prolog

Prolog 

No coz dzien jak codzien. No moze nie az tak. Dzis bylo zakonczenie roku, wiec juz teraz oficjalnie sa wakacje. Pogoda w Londynie nawet dzis dopisywala. A najlepsze co mnie dzis spotka, to wreszcie poznanie chlopaka mojego brata. Sa juz ze soba 2 miesiace, a my go dopiero poznamy. No coz, brat pewnie bal sie go nam przedstawic, ale wazne, ze w ogole ma zamiar. A no i jeszcze jedno. Josh dzis do mnie przychodzi. Uzadzamy sobie wieczor filmowy. Moze to dziwne, ze nie mam przyjaciolki, ale w pelni moge stwierdzic ze jeden zajebisty przyjaciel mi wystarczy. Na dzis to tyle. Ide jeszcze szybko na wysepke. 

Zamknelam pamietnik i schowalam go gleboko do szafy. Krzyknelam tylko "wychodze" i pokierowalam sie wkierunku malej wysepki. Znajduje sie ona jakos 10 minut drogi piechota od domu. Mala wysepka, obok jeziorka. Nic dodac nic ujac. 
-Josh, co ty tu robisz? 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taki krotki prolog. Dzis moze jeszcze pojawi sie 1rozdzial. Bardzo prosze o komentowanie. Jesli chcielibyscie byc inforowni o nowych rozdzialch, podajcie tt czy gg czy nawet fb, a ja was poinformuje. Moge pisac takze mejle ;* 

Asiek <33


Bohaterowie

Bohaterowie






Meg. A raczej Meggi Gonzalez. Miła, szalona siedemnastolatka. 
Ma śliczny głos. Dobrze sie uczy. Jak na razie nie sprawia 
rodzicom wiekszych problemów. Bardzo dobrze dogaduje 
sie ze swoim starszym bratem Waltem. Mimo na jego inna 
orientacje. Nie ma chlopaka, ma jedynie najlepszego 
przyjaciela Josha. 






Walter Gonzalez. Starszy brat Meg. Ma 23 lata. Pracuje 
jako fotograf dla Vogua. Ma chlopaka Aidena. Pomaga 
rodzicom wychowywac mlodsza siostre. Ma z nia bardzo
dobre kontakty, mimo tego, ze jest hompsksualista.







Josh. A raczej Joshua Torres. Mily osiemnastolatek. 
Skonczyl szkole i twraz pracuje jako Fotomodel. W wieku 
11 lat, przeprowadzil sie wraz z rodzicami do Londynu. 
Teraz pomaga mamie wychowywac mlodsze rodzenstwo. 
Mala 4 letnia Katy i 8 letnia Barbare, gdyz jego ojciec
zginal w wypadku samochodowym. 





~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak i oto prezentuja sie bohaterowie nowego opowiadania. Nie jest to opowiadanie o 1D. Ale mysle, ze mimo tego i tak bedziecie czytac. Licze, ze bedziecie komentowac. 
Asiek ;*